Szukanie programistycznej pracy w Irlandii

By 16 listopada 2016Bez kategorii

Tak jak obiecal­iśmy pod­sumu­je­my doświad­czenia Ani związane z szukaniem pra­cy w Dublin­ie. Oczy­wiś­cie wpis opar­ty jest o własne doświad­czenia i nie pokry­wa wszys­t­kich przy­pad­ków, jed­nak myślę, że pokaże kil­ka różnic z jaki­mi się spotkała.

Po pierwsze, gdzie szukać pracy

Głównym źródłem ogłoszeń są dwa por­tale: Monster.ie oraz indeed (na obu warto założyć pro­fil i wgrać CV, bo cona­jm­niej kilku rekruterów właśnie w ten sposób się ze mną kon­tak­towało). Trochę ofert pojaw­ia się również na LinkedIn czy Stack­Over­flow i warto również tam zaglą­dać.

Po drugie, firmy

Dublin potrze­bu­je pro­gramistów i nie odsta­je w tym od żad­nego innego więk­szego mias­ta na świecie. Ba! Zna­jdziecie tutaj siedz­i­by wszys­t­kich najwięk­szych firm IT: Google, Ama­zon, Face­book, Twit­ter, Microsoft, Apple … do wyboru, do koloru :) A także mnóst­wo Start-upów. Dlaczego? To co przy­ciągnęło więk­sze firmy do Dubli­na to dobre warun­ki podatkowe, a także łatwiejsze uzyskanie wizy dla nowych pra­cown­ików (częs­to jeśli kandy­dat nie dostał wizy do USA, to lądu­je w biurze w Dublin­ie). Jako, że te firmy ścią­ga­ją dobrych pra­cown­ików z całego świa­ta, to chci­ały z tego korzys­tać inne orga­ni­za­c­je (i korzys­tać z rynku pra­cy), stąd Dublin stał się naprawdę miejscem, gdzie firmy chcą pro­gramować ;)

Po trzecie, proporcje

Pomi­mo morza firm, domin­u­ją ogłoszenia +5 lat doświad­czenia. Zna­jomy man­ag­er, wytłu­maczył nam, że duże firmy niechęt­nie rekru­tu­ją tutaj mniej doświad­c­zonych devel­op­erów, bo boją się, że po zdoby­ciu doświad­czenia wyfruną do innej fimy i “zain­west­owany czas” okaże się dla firmy zmarnowany. To też związane jest ze zjawiskiem relokacji — zazwyczaj nie ścią­ga się do innego kra­ju juniorów, więc w teorii na rynku powin­no być sporo osób z doświad­cze­niem, mid lev­el — senior lev­el. Z drugiej strony, moc­no nie zgry­wa mi się to z zasada­mi budowa­nia kul­tu­ry orga­ni­za­cyjnej — im mniej doświad­c­zony pra­cown­ik tym łatwiej prze­cież “wykuć” go na miarę firmy; co więcej, gdy­by firmy fak­ty­cznie ofer­owały fajny rozwój (i inne bajery) to nikt by nie uciekał, choć no nasza branża jest jed­nak kapryś­na ;) W każdym razie, wyda­je mi się, że bardziej doświad­c­zona oso­ba również łat­wo może zmienić pracę (chy­ba, że celu­je­my tutaj w oso­by, które szuka­ją sta­bi­liza­cji i ew “gorsze warun­ki” są lep­sze niż zmi­any, sama nie wiem ;)).

W rezulta­cie, ogłoszeń na Seniorów jest morze. Tych dla juniorów znacznie mniej (ofert dla osób niedoświad­c­zonych naprawdę mało — ale to może również wiązać się z tym, że w Irlandii nie ma zbyt wielu kierunk­ów IT na stu­di­ach i nie cieszą się one pop­u­larnoś­cią).

Po czwarte, agencje

Ano właśnie. Poza najwięk­szy­mi fir­ma­mi i nieliczny­mi wyjątka­mi rekru­tu­ją tutaj agenc­je. Jest ich naprawdę sporo i zde­cy­dowanie domin­u­ją na rynku. Cza­sem firmy wspier­a­ją się nimi obok włas­nych rekru­tacji, ale wiele nie szu­ka kandy­datów w inny sposób.

No i praw­da jest taka, że bard­zo dużo zależy od konkret­nego rekrutera, który się z Tobą kon­tak­tu­je. Nieste­ty, jak wszędzie pojaw­ia­ją się tacy, którzy wysyła­ją Ci ofer­ty od cza­py, nie potrafią odpowiedzieć na pod­sta­wowe pyta­nia, albo zwycza­jnie przes­ta­ją się odzy­wać. Gdy jeszcze byłam w Polsce więk­szość z nich mówiła mi jas­no: póki nie jesteś w Irlandii, mój klient nie będzie chci­ał z Tobą roz­maw­iać (co jest w sum­ie śmieszne, bo mamy Skype’a, choć znowu być może chodz­iło bardziej o relokac­je (?)). W więk­szoś­ci agencji konkret­ni rekruterzy rekru­towali do konkret­nej tech­nologii, więc na plus, wiedzieli o co dopy­ty­wać do mojego CV.

A i jeszcze jed­no. Dzwonił też do mnie rekruter z prośbą o wyłączność. Nigdy wcześniej się nie spotkałam z takim postępowaniem.

Po piąte, doświadczenie i edukacja

Kto czy­tał roz­mowę ze mną u Karoliny, ten wie, że opowiadałam tam o dość moc­no funkcjonu­jącej klasy­fikacji. Mam na myśli ilość lat doświad­czenia, a stanowisko, na jakie możesz się rekru­tować. Kilku rekruterów potwierdz­iło mi, że jest to coś co bard­zo rzad­ko jest nacią­gane, a częs­to staże czy prak­ty­ki nie są zupełnie do tego wliczane (jeden rekruter na opis mojego stażu powiedzi­ał, że pod­kreśli klien­towi, że to jed­nak przy­pom­i­nało pracę w pro­jek­cie niż staż, bo u nich częs­to na stażu nie robi się nic kon­struk­ty­wnego i nikt nawet nie wlicza go do doświad­czenia). Jak wyglą­da mniej więcej ten podzi­ał? Poniżej roku doświad­czenia jesteś na poziomie entry lev­el (to są właśnie staże, pier­wsze prace), potem do 3+ junior (a i są ogłoszenia na juniorów gdzie ilość lat doświad­czenia to 3+), mid lev­el od 3+ do 5+, a senior w zależnoś­ci od orga­ni­za­cji, zazwyczaj 5+, ale częs­to też 8+ czy 10+.

Ja szuka­jąc pra­cy byłam więc, ze swoim 1,5 roku komer­cyjnego doświad­czenia, jed­noz­nacznie kierowana na rekru­tac­je juniorskie, z pod­kreśle­niem, że raczej jestem na początku, mało umiem itp. (co miało się też przełożyć na moje wyna­grodze­nie). Nie było opcji by moje CV poszło na nieju­niorską rekru­tację przez agenc­je. Nie zrozum­cie mnie źle, wiem jak w naszej branży jest ważne doświad­cze­nie i że jest to coś czego się nie przeskoczy, bo z nim zdoby­wamy swego rodza­ju mądrość. Po pros­tu, chcę pod­kreślić, to, że częs­to spo­tykana w Polsce prak­ty­ka, czyli “przymykanie oka” na ilość lat doświad­czenia i “dopuszczanie” do rekru­tacji, tutaj nie ma miejs­ca (albo jest bard­zo rzad­ka).

Co daje taki podzi­ał? Osobom rekru­tu­ją­cym mnie głown­ie zdzi­wie­nie, że jak na tak małe doświad­cze­nie oga­r­ni­am, a zada­nia rekru­ta­cyjne, które im dostar­czyłam były zro­bione na takim, a nie innym poziomie. Moż­na więc przy­puszczać, że ogól­ny poziom juniorów jest niższy niż ten reprezen­towany przeze mnie, więc może te szty­wne podzi­ały wcale tak sen­sowne nie są?

A co z wyk­sz­tałce­niem kierunk­owym? O moje stu­dia spy­tano mnie tylko dwa razy. Nikt jed­nak “nie był smut­ny, że nie jest to IT”, raz zapy­tano mnie czy mam już mag­is­tra (bo w CV przy edukacji miałam tylko lata, bez miesię­cy i teo­re­ty­cznie mogłabym jeszcze się nie obronić). Zde­cy­dowanie moje wyk­sz­tałce­nie nie było czymś, co wpły­wało na rekru­tac­je.

Po szóste, procesy

W sum­ie nic mnie nie zaskoczyło jakoś moc­no. Jed­no zadanie tech­niczne jakie miałam wykon­ać było dość złożone: logowanie i rejes­trac­ja (front i back), więc zajęło to trochę dłużej niż chci­ałabym na takie zadanie poświę­cić, drugie było prostym CRU­Dem, było codil­i­ty, raz z zas­trzeże­niem, że mam dzi­ałać tylko na prymi­tywach i tabli­cach, oraz nie korzys­tać z bib­liotek (imple­men­towałam więc samodziel­nie metodę String.split() :D), oraz, że nie wol­no mi pisać w IDE, dru­gi raz bez takich obostrzeń. Dwa razy od razu zapros­zono mnie na roz­mowę tech­niczną (tutaj znowu, roz­mowy tech­niczne były i świetne, i bard­zo, bard­zo ran­do­mowe, ale o tym może w kole­jnym wpisie i bardziej w kierunku jak faj­na tech­nicz­na roz­mowa może wyglą­dać? :)). Gen­er­al­nie pyta­nia tech­niczne nie były zaskaku­jące (z mały­mi wyjątka­mi) — to co fajne, to jed­nak w więk­szoś­ci naw­iązy­wały do mojego CV! Wtedy od razu lep­iej się roz­maw­ia.

Faj­na rekru­tac­ja była u mojego przyszłego pra­co­daw­cy: trwała tydzień od momen­tu wysła­nia mojego CV, a od maila od nich dwa dni. Na dru­gi dzień miałam roz­mowę (2h, i tech­nicz­na, i mięk­ka) i tego samego dnia decyzję. Da się? Ano da się ;) Dłu­gość pozostałych pro­cesów to śred­nio jed­nak 2–3 tygod­nie.

Po siódme, nic nie jest pewne

Czy z pro­cesów rekru­ta­cyjnych, w których brałam udzi­ał uzyskałam negaty­wny feed­back? Nie. Ile ostate­cznie przed pod­ję­ciem mojej decyzji dostałam ofert? Jed­ną. Tak jed­ną!

Jed­na z firm, która “prze­ciągnęła” mnie przez cały pro­ces, na koniec i po pozy­ty­wnym feed­backu stwierdz­iła, że wolą tańszą opc­je, czyli osobę bez doświad­czenia (ale prze­cież budżet powinien być na początku).

Dru­ga, już zaprasza­ła mnie na zwiedzanie biu­ra (cała rekru­tac­ja odby­wała się online), po czym po 3 tyg mil­czenia dostałam infor­ma­cję, że w tym roku nie mogą zatrud­ni­ać osób, bez zna­jo­moś­ci Skali (choć wcześniej zapew­ni­ano, że mnie douczą). Znowu pech chci­ał, że nie sprawdzili tego wcześniej ;)

Kole­j­na, po świet­nym feed­backu po częś­ci tech­nicznej, przes­tała odzy­wać się do rekrutera z agencji. Serio, bied­ny dzwonił do mnie i pisał i nie wiedzi­ał co robić … A gdy dostałam ofer­tę, powiedzi­ał by zupełnie nie myśleć o tej fir­mie, do której on mnie rekru­tował, bo nie jest w stanie nic zag­waran­tować.

Także nie obyło się bez adren­a­liny. Śmi­ałam się, że to jakaś kląt­wa i mam wracać do PL.

Do czego zmierzam? Że nieste­ty, częs­to firmy tutaj rekru­tu­ją “na zaś”. Nie mając stanowiska, licząc, że a nuż jak kogoś zna­jdą, to ono będzie — znowu jest to coś, co mi kilku rekruterów powtórzyło, przestrze­ga­jąc, że póki nie ma się pod­pisanej umowy, to nic to nie znaczy.

Po ósme, kasa

Pewnie o to też chcielibyś­cie zapy­tać. Pole­cam po pros­tu sko­rzys­tanie z Glass­door, albo prze­jrze­nie kilku ofert (prak­ty­cznie 90% z nich zaw­iera staw­ki!) ;) Nie jest źle, ale super tur­bo kokosowo też nie. Weź też pod uwagę podat­ki, które są inne niż w Polsce — ori­en­ta­cyjną stawkę ‘na rękę’ moż­na wyliczyć sobie w jed­nym z kalku­la­torów.

Na koniec praktyczne wskazówki i rady:

  • Aby pra­cow­ać w Irlandii wystar­czy Ci pasz­port z kra­ju UE.
  • Część firm ofer­u­je relo­ca­tion, jed­nak nie wszys­tkie (a częs­to, właśnie przez to, że będą musieli Ci je zaofer­ować jesteś mniej atrak­cyjnym kandy­datem).
  • Gdy szukałam pra­cy z Wrocław­ia, pojaw­iały się głosy (od rekruterów), że łatwiej będzie na miejs­cu, jed­nak w sum­ie ska­jpowo odbyłam 3 rekru­tac­je i było to możli­we. Jed­na z tych firm, początkowo miała zapłacić mi za przelot i roz­maw­iać ze mną na miejs­cu, jed­nak ostate­cznie był skype. Jeśli już fir­ma chce roz­mowę na miejs­cu to zazwyczaj płaci za kosz­ty przez Ciebie ponie­sione (patrz Jakub i jego rekru­tac­ja do Ama­zona). Loty do Dubli­na oga­r­nąć raczej łat­wo, co do noclegów, to również nie powin­no być prob­le­mu z Airbnb, czy hote­la­mi.
  • Zna­jo­mi z IE pod­kreślali, bym miała irlandz­ki numer tele­fonu, bo adres to każdy może sobie wpisać, a jak masz numer to znaczy, że już tu jesteś. Ja jed­nak trochę olałam tem­at — stąd cześć rekruterów pytała od kiedy będę w Dublin­ie, jak szy­bko mogę się w nim pojaw­ić itp. Jed­nak, w ogól­nym rozra­chunku wyda­je mi się, że i tak odzew był spory (pewnie był­by więk­szy, ale ten chy­ba mi wystar­czył:), niem­niej jed­nak może to być coś, co Ci pomoże.
  • Więcej prak­ty­cznych rad odnośnie szuka­nia pra­cy, zna­jdziecie w serii #Pier­wsza­Pra­ca w IT, która jak­iś czas temu pojaw­iła się na blogu.
  • Szukanie mieszka­nia na stałe, czy poko­ju, to już gorsza przeprawa. Mieszka­nia w Dublin­ie są dro­gie (pokój to wydatek do ok. 1000EUR miesięcznie, prze­ciętne mieszkanie ok. 1500–2000EUR). Sporo z nich nie jest w stan­dard­zie do jakiego jesteśmy przyzwycza­jeni (sła­ba ener­gooszczęd­ność, wilgoć, nieczęs­to grzyb). Jakub, gdy przy­jechał do Dubli­na szukał swo­jego poko­ju przez 3 tygod­nie (nocu­jąc w AirBnB oraz będąc w del­e­gacji w USA), gdy ter­az szukaliśmy mieszka­nia, mieliśmy po pros­tu ogromne szczęś­cie, bo pier­wsze przez niego oglą­dane okaza­ło się naszym (gdy oglą­dasz mieszkanie, to na listę do agen­ta wpisu­je się cona­jm­niej kil­ka-kilka­naś­cie osób i z nich jest wybier­any szczęśli­wy loka­tor, wcześniej musisz wypełnić for­mu­la­rz, podać zawód, dostar­czyć skan umowy(!), a także rekomen­dac­je od poprzed­niego land­lor­da i być gotowym do wpłaty kaucji w kil­ka godzin po uzyska­niu infor­ma­cji o wyna­jmie).
  • Jeśli chodzi o kosz­ty życia to nie jest chy­ba inaczej niż w kra­jach gdzie płaci się w euro. Nie chce­my tu podawać kwot miesięcznych na przeży­cie, bo jed­nak każdy rozu­mie to inaczej. Na pewno po wpisa­niu w google zna­jdziecie odpowiedź na to pytanie.

Tyle ode mnie w razie pytań — zostaw­cie je w komen­tarzu. A może macie jakieś inne odczu­cia i doświad­czenia? Z chę­cią przeczy­tam, jak to wyglą­dało z Waszego punk­tu widzenia.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • Maciek

    Cześć,
    Mam 2 pyta­nia:
    1. Dlaczego właśnie Irlan­dia ?
    2. Jak oce­nia­cie swój poziom ang­iel­skiego i jaki jest wystar­cza­ją­cy do pra­cy ?

    • Jakub od dwóch lat pracu­je jako pro­gramista w jed­nej z najwięk­szych firm, więc nat­u­ralne było do niego dojechać :) (a 2 lata temu po pros­tu tak wyszło, że się do niego odezwali). Co do ang­iel­skiego, przed przeprowadzką byłam w stanie dogadać się bez prob­le­mu, cza­sa­mi brakowało mi słówka, ale nadra­bi­ałam opisowo, Jakub ma trochę lep­szy poziom, ale gen­er­al­nie mówimy, pisze­my, rozu­miemy bez prob­le­mu. Trafi­a­ją się w fir­ma­ch oso­by, które mówią sła­biej (ale są komu­nikaty­wne, nie przeszkadza im to w kon­tak­tach inter­per­son­al­nych), dużo zależy też od zespołu, moż­na trafić na moc­no wymieszany nar­o­dowoś­ciowo, albo złożony z samych irland­czyków ;)

  • braindweller

    Bard­zo ciekawy i rzetel­ny artykul. Sam pracu­je w Dublin­ie jako Java Dev, wiec w razie czego zapraszam do wymi­any nowinek. :)

  • Weroni­ka

    W kwestii lat doświad­czenia i “bycia juniorem”, miałam podob­ne doświad­cze­nie w Nowej Zelandii. Z per­spek­ty­wy cza­su wyglą­da, że tego typu szty­wne kry­te­ria sto­su­ją głównie pośred­ni­cy, którzy nie potrafią ocenić poziomu kandy­da­ta. Zupełnie inaczej roz­mowa wyglą­dała w przy­pad­ku bezpośred­nich aplikacji do firm.
    Dodatkowo niek­tórzy oczeku­ją doświad­czenia nie byle jakiego, ale “miejs­cowego” (tego typu pyta­nia były i w Nowej Zelandii i w Lon­dynie (?!)). Znowu, bo po pros­tu nie potrafią ocenić kom­pe­tencji, a taka opc­ja jest “bez­pieczniejsza”. Nic oso­bis­tego.
    Mało kto z nich wie, że pol­s­ki “junior” umie częs­to więcej niż nieje­den “senior senior” w innych kra­jach, nie mówiąc już w ogóle o lat­ach doświad­czenia i jak to się przekła­da (bądź nie) na poziom :)
    Powodzenia!

    • Dzię­ki za podzie­le­nie się doświad­czeni­a­mi! Nieste­ty fak­ty­cznie mało jest rekruterów, którzy mają świado­mość czy poję­cie o tech­nolo­giach, do których rekru­tu­ją, miejmy nadzieję że z cza­sem będzie tylko lep­iej!