#LazySunday. Nie wstydź się, naucz się

By 27 września 2015Lazy Sunday

Ostat­nio kupiłam sobie fish boar­da (taką mniejszą, plas­tikową deskę). Nie było by w tym nic nadzwycza­jnego, ala ja nigdy wcześniej nie jeźdz­iłam na desce.

Wszys­tko zaczęło się od leni­wego oglą­da­nia filmów na youtubie. Przeglą­da­jąc dziew­czyny, które zazwyczaj oglą­dam i trafiłam na filmik pewnej liceal­ist­ki. Nie było w nim nic szczegól­nego, poza tym, że dziew­czy­na jeźdz­iła na desce. Pomyślałam sobie, ale fajnie, też bym chci­ała.

Ja mam to do siebie, że łat­wo dzielę się taki­mi pomysła­mi, nawet jeśli nie trak­tu­ję ich poważne, tym razem padło na Kubę. On dość spon­tan­icznie zapy­tał: “kupu­je­my?”, a ja, nie zas­tanaw­ia­ją się dłu­go, powiedzi­ałam: “taaaak!”

Des­ka przyszła. Wiecie, ona jest taka faj­na, dziew­czę­ca i słod­ka. Bard­zo się z niej ucieszyłam. Ale jakoś nie śpieszyło mi się do pier­wszej nau­ki jazdy. A to zaję­ty week­end, a to katarek, a to “zapom­i­nalst­wo”. Wymówek to ja miałam cały worek. I tak sobie trochę odstała… ale w końcu odważyłam się.

Idąc sobie na plac przy Nar­o­dowym Forum Muzy­ki we Wrocław­iu , miałam w głowie zaw­sty­dze­nie, że to trochę obci­ach, że 25 lat­ka będzie się uczyć, czegoś, co robi się jak ma się naś­cie lat, że na pewno będą wtedy tam skaterzy, którzy będą mieli się z czego śmi­ać, i że ogól­nie pół Wrocław­ia urządzi sobie trasę spacerową. Nie był to stra­ch, który mnie par­al­iżował, ale dyskom­fort, który zde­cy­dowanie ostudz­ił entuz­jazm. Na pewno nie było już tego podekscy­towa­nia, które miałam po tym, jak zobaczyłam filmik.

A potem stało się coś niesamowitego.

Pier­wsza pró­ba, dru­ga, trze­cia. Kuba dziel­nie mnie aseku­ru­je. I nagle zaczy­nam się z tej nau­ki cieszyć jak małe dziecko, nie widzę wcale ludzi dookoła, nigdzie już mi się nie spieszy, co chwila mówię tylko jeszcze, jeszcze raz. Rewela­cyjne uczu­cie! Sku­pi­ona tylko na jeździe mam z niej fun, ale też idzie mi to znacznie lep­iej. Baw­ię się świet­nie i wiem, że tej nau­ki nie odpuszczę, ba jaz­da mi się spodobała!

Może też masz w domu taką deskę, a może nigdy jej nie kupiłaś, bo myślisz sobie, że to już nie dla Ciebie, że za późno byś się tego zaczęła uczyć. Może właśnie w taki sposób pod­chodzisz do pasji, którą chci­ałeś real­i­zować w dziecińst­wie, albo do czegoś całkiem nowego, co ostat­nio Ci się spodobało? Może boisz się, że “w twoim wieku” nie da się już niek­tórych rzeczy nauczyć… albo, że trochę mniej wypa­da.

Nie mogę zabronić Ci takiego myśle­nia, ale uwierz, że omi­ja Cię wiele radoś­ci. Nie ważne, czy to nau­ka pro­gramowa­nia, robi­e­nie na dru­tach czy jaz­da na desce. Ucze­nie się czegoś nowego poza poz­naniem tego “nowego” zawsze jest fajne, rozwi­ja­jące i dające kupę satys­fakcji. Może warto przeła­mać swo­je obawy i po pros­tu spróbować? Na pewno nie ma się czego wsty­dz­ić!

 

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • Aga B.

    haha, ja tak ostat­nio zaczęłam naukę gry na ukulele :D zna­jo­mi pod­chodzą do niego nieufnie (komen­tarze typu “ojej, a zawsze myślałem, że to zabawka dla dzieci” albo “ile Ty za to dałaś? 10 zł? :P”), ale jak zaczy­nam grać i okazu­je się, że to “nor­mal­ny” instru­ment, to uprzedzenia idą w kąt :) a poza tym, niek­tórym się przy­pom­i­na, że sama Marylin Mon­roe miała epi­zod z graniem na ukulele :) warto sobie wyna­jdy­wać nowe pas­je. To naprawdę daje masę radoś­ci :)