O poszukiwaniu pierwszej programistycznej pracy

By 2 lutego 2015Inspiracje, Praca
Wpis-Header-32

Miałam się odezwać kiedy znajdę swoją pracę. Poczułam, że pora na ten wpis.

Gdzieś w myślach planowałam, że pierwsze zdanie tego wpisu będzie brzmiało: Jestem junior Java dveloperem w firmie…. Nie mogę jednak tego napisać, bo pierwszej pracy jeszcze nie znalazłam. Czuję jednak, że naprawdę jest to moment na dokonanie krótkiego podsumowania związanego z moją drogą. Gotowe?

Pełna mobilizacja

Wow, ja naprawdę miałam energię! Do aplikowania, uczenia się teorii, która może się przydać, do czekania na telefony. Na podstawie opinii znajomych  i dziewczyn z grupy Wroclove Geek Girls Carrots (dzięki <3, obiecuję na następne spotkanie przyjść i to z ciastem, marchewkowe wychodzi mi całkiem dobre) stworzyłam listę firm, które mogą mnie interesować. I w niecierpliwości czekałam na pierwsze telefony ;)

Pierwsza rozmowa

Była naprawdę mega stresująca. Przy zadaniu programistycznym nie wiedziałam jak się nazywam i jak sparaliżowana nie rozumiałam kodu i tego co mam robić – trochę mi wstyd i szkoda, no ale, pierwsze koty za ploty (generalnie wszystkim zaczynającym zaznaczam, że też mogą dostać takiego paraliżu). Było natomiast miło i nic nie zapowiadało późniejszego obrotu sprawy :) Oczywiście ukazało się kilka obszarów, w których jeszcze muszę się dokształcić, dla mnie dość oczywiste, bo zaczynam, bo skupiałam się chyba głównie na rozumowaniu i złapaniu programistycznego myślenia niż na opanowaniu wszystkiego, z resztą myślę, że rozmówcy w sumie to rozumieli… No, ale po spektakularnym nie wiem z kodem wiadomo, nie oczekiwałam propozycji zatrudnienia.

Kolejne rozmowy były jednak coraz ciekawsze. Zdołałam odbyć rozmowy:

– z założeniem, że skoro mam umiejętności miękkie, a brakuje mi kompetencji developerskich, to mogę większość z nich nadrobić w domu, ogarniając w tydzień wielką aplikacje i rozwiązując przysłane mi zadanie, a potem samodzielnie ogarniać (bo programiści uczą się miękkich i w miarę szybko im to wychodzi).

Wydaje mi się, że firmie spodobały się moje umiejętności miękkie i z chęcią by z nich skorzystała, ale nie miała ani pomysłu, ani ludzi na nauczenie mnie programowania.

– ze wstawkami, że „nie wie Pani podstawowych rzeczy, które były na studiach i my to jak my, ale zespół to będzie się z Pani śmiał”. Padło kilka rzeczy, których nie wiedziałam, wydaje mi się, że wysłali mi zadanie trochę na litość, bo ich to nic nie kosztowało. Zadanie było wg ich kalkulacji na dwa popołudnia. No cóż, zrobiłam je w 3h…

Natomiast sama postawa bardzo mnie zniechęciła – czułam, że trochę na siłę, trochę nie, chcą ze mnie zrobić blondynkę, co zamarzyła o IT i nie wyobrażam sobie by pracować w takim zespole, przynajmniej z takim podejściem do mnie na początku.

– rozmowa dotycząca bezpłatnych praktyk, która była poprzedzona zadaniami na Codility (co do których mam naprawdę mieszane uczucia, bo nie wiem co mierzą, „odkrycie algorytmu”, które hm, raczej średnio pokazuje umiejętności programowania, i chyba też średnio myślenia, bo często to wpadniesz na to, albo i nie- ale tu każdy może mieć własne zdanie w temacie tego narzędzia).

Sama rozmowa była o tyle ciekawa, że programista oczekiwał ode mnie formułek/definicji? Nie wiem jak to odczytywać, ale gdy zadał mi pytanie w stylu co to jest polimorfizm i odpowiedziałam mu tak jak na każdej poprzedniej rozmowie, to zamiast „no tak, ok” (co słyszałam wcześniej), słyszałam burknięcie i no nie, tak nie jest… To też była rozmowa, gdzie chciano mi pokazać, jak bardzo brakuje mi studiów i jak one są ważne.

Uwierzcie mi, że po niej przyszłam do domu i odczuwałam ogromną beznadzieje -nie chodzi nawet o to, że pokazano mi, że nie umiem sporo, bo realnie wiem, co umiem, czego nie i kiedy chcę się tego douczyć. Chodzi bardziej o samo podejście udowadniania mi na siłę, że jestem taka „głupia blondyneczka” bez studiów, co wymarzyła sobie IT. I miałam naprawdę ogromne nie na takie traktowanie.

Plan na dalszy rozwój

Dziś byłam na kolejnej (bardzo sensownej!) rozmowie. W sumie najfajniejszej z tych dotychczas – gdzie ktoś mówił wprost: „krótko się Pani uczy, więc może Pani tego nie wiedzieć, ale fajnie, że to wie”. Wow, nawet jeśli uznają, że potrzebują kogoś bardziej ogarniętego, to przynajmniej zostałam potraktowana z szacunkiem i uwagą. W czwartek ostatnia z serii, miałam już krótką rozmowę telefoniczną, która również była miła i sensowna (nawet nie wiecie, jak fajnie usłyszeć reakcje na pytanie o strzałki w diagramie klas UML, na które odpowiedziałam, że nie przypomnę sobie ,co oznacza jedna, a co druga, UML stosowałam do projektowania swojej aplikacji i głownie zależało mi na rozpisaniu tego i zrozumieniu struktury niż na podążaniu i nauce schematu) :„super, ma Pani zdrowe podejście brawo!” zamiast naprawdę już spodziewanego wzdychnięcia, że mam braki ze studiów.

I właśnie zmierzamy do tego, co miało być w tym wpisie. Miało być o spodziewanym stanowisku, pracy. Być może podejmę pracę w którejś z tych 2 ostatnich firm – zobaczymy.

Jednak samo przejście przez te rekrutacje dało mi naprawdę wiele. Po pierwsze zobaczyłam, co powinnam uzupełnić, by pracodawca oczekujący studenta po infie, usłyszał o tych obszarach, o których chce usłyszeć (i jasne, może nie jestem wiarygodna do oceny, co się przydaje potem w pracy, ale Kuba jest, i większość tych rzeczy oznaczył jako ok, jasne, ale to nie jest filozofia, to można zgooglać, albo i tak się tego nie stosuje). Potwierdziłam też listę tego, co w najbliższym czasie mam do nauczenia z tych bardziej sensownych rzeczy :)

Po drugie, zobaczyłam, jak trudno o zespół, który chce uczyć czegoś tego juniora i poświęcić czas na jego wdrożenie. Opcja to masz tu dokumentacje, skumaj, a raz w tygodniu code-review to nie jest sposób na efektywną naukę ;)

Po trzecie, niestety poczułam, co oznacza być kobietą w IT. Albo człowiekiem bez studiów, który dopiero zaczyna. Ciężko, wiecie, myślałam, że naprawdę takie stereotypy nie istnieją…

Po czwarte, siadłam sobie po tych rozmowach i zaplanowałam, co mam teraz robić. Rozpisałam plan, rozwijam sobie competence.today, będę też robić drugi projekt – jakąś prostą grę (tak w Javie, i tak wiem, można to szybciej zrobić w innym języku, ale ja chce się nauczyć Javy).

I w końcu praca. Jeśli nie podejmę pracy zawodowej to w ogromnym wymiarze, jeśli podejmę, to trochę mniej angażuję się w open source’a. A akurat mam takie szczęście, że Kuba ma swój pomysł na super aplikacje, który trochę się zakurzył w jego obowiązkach, więc z przyjemnością postawie go do żywych. W przypadku tej współpracy mam przynajmniej pewność, że dużo się nauczę. A w sumie, tworzenie TEGO projektu jest naprawdę fajną perspektywą. Co to za projekt napiszemy wkrótce, jak będzie jego jakiś fajny i sensowny opis, landing itp. ;)

A i jeszcze jedno. Nie wiem skąd mam w sobie taką siłę, ale cholernie mnie to wszystko zmotywowało. Wstaję rano i programuję, czytam dokształcam się. Nie odpuszczę. Programowanie daje mi ogromną satysfakcje i nikt mi jej nie zabierze jej źródła. I nawet jeśli rynek pracy jeszcze na mnie poczeka, to trudno.I jasne mogę żałować, że jeszcze muszę poczekać na pracę, ale myślę, że firmy, które nie do końca dały mi szansę również to mogą zrobić. Bo ze mnie naprawdę będzie świetny programista. Nawet jeśli trochę dłużej zostanę w wersji homemade :).

 

PS. Naprawdę ruszam z serią #niezbędnikJuniora, pozwólcie mi tylko, żeby sesja się skończyła (tak, nadal robię mgr na UE). Będzie o szukaniu firm, pisaniu CV czy listu motywacyjnego, a w końcu będą lekcje uzupełniające teorie i zadania, jakie dobrze sobie przerobić przed. Przewiduję, że będzie to cotygodniowy cykl :) Mój! Z delikatnym wsparciem merytorycznym Kuby!

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • Agnieszka

    Super, że się nie poddajesz, tak trzymaj!
    A ja trzymam kciuki, żebyś dostała pracę w teamie, który Cię czegoś nauczy, dostrzeże Twój potencjał i pozwoli Ci się rozwinąć. Powodzenia! :)

    • Dzięki! Poddanie się po tak wielkiej pracy jaką wykonałam byłoby po prostu głupie.

  • Rekruter

    :)

  • Magdum

    Powiem tak: nie zdziwiła mnie pierwsza część wpisu. Nie szukam pracy w IT, uczę się programowania bo mi się to podoba, ale już zdążyłam usłyszeć, że nie mam studiów na polibudzie. I koniec tematu, zero rozmowy. Nie masz studiów. No i jesteś kobietą, ale to już przemilczę bo szkoda słów i czasu na kogoś kto ma takie podejście.

    To trochę paradoks bo wielu ludzi po polibudzie podkreśla, że studia studiami, ale sami musieli się uczyć tego co potrafią bo studia by im tego do głowy nie włożyły. Czyli cały czas panuje w kraju kult papierka. Niestety.

    Świetnie, że się nie dajesz, tak trzymać. Prędzej czy później wyrównasz braki i nie będzie można non-stop podkreślać twoich braków papierka skoro będziesz mieć potrzebne umiejętności.

    Powodzenia!

    • Dzięki! Wiesz, mnie zdziwiło to podkreślanie braku studiów w tym właśnie sensie, że z kim nie gadam z programistów to narzekają na swoje studia – że nic się nie nauczyli, że bzdurne przedmioty, że wykładowcy, którzy nie potrafią programować, Sama idąc teraz na mgrkę zastanawiałam się czy nie iść na coś okołoprogramistycznego – ale naprawdę mi to odradzano.
      Też tak myślę, że nadrobię i naprawdę przestaną się czepiać, bo realnie nie będzie o co.

      • Magdum

        Tak mi się jeszcze przypomniało a propos juniorów. Niestety, niektóre firmy mają to do siebie, że szukając juniorów szukają tak naprawdę ludzi którzy mają wiedzę daleko wykraczającą poza wiedzę juniora, ale nie mają doświadczenia by wskoczyć wyżej i dostawać wyższą pensję. Firmie w to graj bo mają człowieka którego nie trzeba za bardzo uczyć, a pieniędzy bierze mniej.

        Ale żeby nie było, że ciągle narzekam: niedawno czytałam artykuł/posta człowieka chyba ze Stanów i on opisywał dokładnie ten sam problem i cóż, polecał juniorom wystrzegania się takich firm, bo po prostu niczego się nie nauczą. Więc to nie jest problem naszego kraju tylko podejścia niektórych ludzi do pewnych spraw.

  • Martyna

    Hej mam pytanie. Ile godzin dziennie poświęcasz na przekwalifikowanie
    się (??) na programistkę ? No i zastanawia mnie czy wyobrażasz sobie
    przekwalifikowanie się w przypadku normalniej pracy zawodowej (wybacz
    ale nie wiem czy pracujesz? czy zarabiasz na jakiś zleceniach a może
    jeszcze inaczej). Głównie chodzi mi o wskazówki – ile to wszystko może
    pochłonąć czasu – dziennie (i w ogóle cały proces ;) ) Jak to pogodzić ;)
    Pozdrawiam
    Martyna

    • Oj, to bardzo różnie – zależy od dnia tak naprawdę. Na samym początku bardzo dbałam o systematyczność więc zakładałam, by każdego dnia było to te min 20 min dziennie na programowanie, ale starałam się siadać na 1,5h -2h. Wtedy też normalnie pracowałam na etacie i bez problemu to godziłam (kwestia po prostu codziennego zmęczenia, wiadomo, czasem był dzień, że nie miałam siły na nic). Potem zmieniłam pracę na bardziej elastyczną (1/2 etatu) i trochę więcej się uczyłam – powiedzmy 3, maksymalnie 4h dziennie. Dzisiaj, staram się maksymalizować ten czas i jak tylko mogę to siedzę i coś robię. Myślę sobie, że najbardziej męczące są te początki – wtedy łatwo o demotywacje, pisanie kodu czy nauka zwyczajnie męczy, bo jest to nowe, trudne. Potem, im więcej umiesz tym przyjemniej Ci do tego siadać. Ja, naprawdę bez spiny poświęciłam na dojście do tego miejsca, gdzie jestem pół roku (ciężko jest mi ocenić ile godzin spędziłam na nauce), ale do programowania doszły też różne normalne zawirowania osobiste, czy po prostu mały leń. Więcej o tym jak się uczyłam możesz znaleźć we wpisach :

      http://kobietydokodu.pl/jak-zaczelam-programowac/
      http://kobietydokodu.pl/co-z-moim-programowaniem/
      http://kobietydokodu.pl/o-tym-jak-zrobilam-swoja-pierwsza-aplikacje/

      • Martyna

        Super dzięki za odpowiedź. Zabieram się za czytanie. Ja też chciałabym się przekwalifikować. Bardzo powoli się do tego zabieram. Postawiłam na Front-End. Na początek html/css/JS. Idzie bardzo opornie bo tak jak mówisz łapie czasem leń (choć mnie za często)… i mam takie zrywy. Jest tydzień że posiedzę 2-4-6h dziennie a jest tydzień że zero :( :( :(
        Jak wyrobić w sobie nawyk? Konsekwencję? Z tym mam jeszcze problem.

        • :) Próbować małymi kroczkami – właśnie założyć sobie, że choćby się waliło, paliło to 20 min dziennie o programowaniu musi być. Nawet nie trzeba otwierać kodu, można coś poczytać popatrzeć, ale żeby zawsze był taki czas ;) Z chęcią bym się tutaj rozpisała, ale artykuł na taki temat napisałam na bloga coder’s lab i będzie on publikowany pod koniec tego, lub na początku przyszłego tygodnia więc nie chciałabym się dublować ;)

          PS. Odnośnie tego czego się uczysz, radzę być uważna i nas śledzić, bo będzie konkurs z całkiem fajnymi nagrodami!

  • Pani Aniu! Bardzo nam przykro, że się Pani u nas tak mega-zestresowała – naprawdę staraliśmy się, żeby było milo! :)
    Cóż… zadbamy, żeby od jutra nasz zestaw herbat proponowanych kandydatom wzbogacił się o melisę ;)

    • EB

      …Jeśli takie komentarze to wg Państwa budowanie pozytywnego wizerunku pracodawcy, to naprawdę się dziwię…do głowy mi nie przyszło, że firma oficjalnie (mimo że nawet nie wymieniona przez autorkę z nazwy, bo to nawet nie miało większego znaczenia) pozwoliła sobie tak odpisać. Employer Branding specialist miałby u Państwa co robić ;) Pozdrawiam.

      • AntyKapitalizm

        chyba empire state building. Skonczcie z tymi durenskimi zachodnimi nazwami dla prostych stanowisk pracy!!

  • Mateusz

    Studia? A domu to potrzebne w IT?

  • Gosia

    Aniu! Jesteś moją inspiracją! Też jestem w trakcie nauki! Niczym się nie przejmuj i spełniaj swoje marzenia, a praca przyjdzie szybciej niż myślisz!

    Gosia

  • Kasia

    Trzymam za Ciebie kciuki!
    Też uczę się programować, trochę mnie przeraziłaś jak wygląda poszukiwanie pracy w IT…

    • Mam nadzieję, że nie ma co generalizować i po prostu źle trafiłam ;) No i wiem też, że znalezienie pracy to naprawdę u mnie kwestia czasu, podszkolę się, dodam więcej do swojego portfolio i będzie ok:) Także życzę Ci dużo determinacji, motywacji i też trzymam za Ciebie kciuki!

  • CKczm

    Aniu, gdyby każdy miał taką energię, optymizm i wytrwałość w dążeniu do celu jak ty – to świat stałby się piękniejszym miejscem. Praca jaką wykonujesz na rzecz społeczności programistów jest bezcenna. Jestem pod wrażeniem i życzę abyś znalazła wymarzoną pracę w it. Z Twoim podejściem to już nieuchronne – tylko kwestia czasu. Pozdrawiam serdecznie!

  • ‚ “odkrycie algo­rytmu”, które hm, raczej śred­nio pokazuje umiejęt­ności pro­gramowa­nia ‚

    Hmm… Intuicja mówi mi co innego, ale co ja się znam… :-) Zacytuję z pamięci „Java How to Program”: „doświadczenie wykazało, że znalezienie algorytmu to najtrudniejsza cześć”.

    Zastanawiam się czy firmy do których stukałaś potrzebują kogoś kto stworzy webową aplikację, czy człowieka, który siądzie nad prostym UML i sprawnie stworzy, naprawi,przerobi im prostą klasę związaną z bazą danych lub automatem do napojów… :-)

    • Muszę się nie zgodzić ;) Inżynieria oprogramowania jest na tyle rozwinięta, że na większość problemów są już algorytmy. Przykład? Aplikując do jednej z firm miałem zadanie na codility pytające o znalezienie mediany w zadanej złożoności – okazało się, że istnieje algorytm, który ma pesymistyczną złożoność większą, ale w ogólnym przypadku pasował do kryteriów. Ta wiedza nijak nie przełożyła się na to, że lepiej rozwiązałem jakikolwiek problem w pracy.
      Mówiąc wprost – współcześnie programista idealny nie opracowuje algorytmów (robią to naukowcy), programista idealny wie gdzie tych algorytmów szukać i rozumie, jakie są koszty i kompromisy związane z daną implementacją i widzi problemy zanim się one pojawią. Dlatego osobiście jestem podobnego zdania – zadania z ‚czystej’ algorytmiki nijak mają się do praktyki i potrzeb rynku :)

      • Myślę, że Ty piszesz tu o skomplikowanych algorytmach i masz rację. Ale algorytmem jest właściwie każdy układ kroków, który da rozwiązanie i to akurat mają na myśli autorzy tej książki.

  • Marcin Pilarczyk

    Aniu gratuluję motywacji. Chciałbym mieć tyle energii co Ty ;)
    Powoli śledzę Twoje dalsze poczynania. Mam nadzieję, że nie straciłaś zapału, a minęło już 6 miesięcy odkąd opublikowałaś ten post ;)

    • Dzięki za miłe słowa! Zapał jest coraz większy, pracuję, uczę się, rozwijam i naprawdę świetnie się czuję programując w Javie :)

  • ty

    „Chodzi bardziej o samo podejście udowadniania mi na siłę, że jestem taka
    „głupia blondyneczka” bez studiów, co wymarzyła sobie IT. I miałam
    naprawdę ogromne nie na takie traktowanie.”. no tak. bo każdy musi cię traktować lepiej i dać od razu pracę DLATEGO, ŻE JESTEŚ KOBIETĄ.

    • ty

      jakbyś miała płeć męską a też bez studiów i doświadczenia to oni traktowali by tak samo …. Ale teraz jest jakas durna lewacka, feminazistyczna propaganda, ze kobieta musi miec zawód techniczny. rodzić dzieci jej juz nie wolna. ma byc facetem